„Reyman debiutował w I drużynie Wisły w 1914 r. jak zmiennik bardziej znanych i słynnych zawodników i wcale nie było powiedziane, że osiągnie sukces jako piłkarz. Jego pierwsze występy bowiem niczym specjalnym się nie wyróżniały. Było więc coś zadziwiającego w tym, że po 4 latach przymusowej przerwy stawał się od razu czołowym zawodnikiem i brał na siebie również ciężar organizowania od podstaw swego ukochanego klubu. W wieku 17 – 21 lat kształtuje się bowiem przyszłość piłkarza. Rozstrzyga się kwestia, czy z zdolnego młodzieńca (juniora) wyrośnie prawdziwy gracz. Zrządzeniem losu przeszło czteroletnia przerwa w grze w piłkę nie zabiła talentu Reymana, a odniesione na wojnie rany nie wykluczyły jego dalszej kariery piłkarskiej. Dziś można tylko żałować, że nie dane mu było przejść tych naturalnych szczebli w piłkarskiej edukacji.
Dodajmy do tego, że lata 1918 – 1921 również nie należały do sprzyjających jeśli chodzi o rozwój talentu piłkarskiego. Jako zawodowy żołnierz brał udział we wszystkich ważniejszych wojnach, jakie toczyła wówczas Polska w obronie swych granic i niepodległości. Zadziwiać musi więc fakt, że mimo to wykorzystywał każdą nadarzającą się okazję, by w meczach Wisły w tym czasie wystąpić. [...]
Nic dziwnego, że wyniki osiągane przez Wisłę i forma jej piłkarzy z Reymanem na czele były zmienne. Dobre mecze i pewne wygrane przeplatały się z przykrymi nieraz wpadkami. Skład Wisły również podlegał sporym zmianom. Okazyjnie przewijali się niczym meteory przez drużynę „Czerwonych” zawodnicy różnych krakowskich klubów. Podstawę drużyny stanowili jednak starzy, znani jeszcze sprzed wojny gracze: Śliwa, Bujak, Cepurski, czy Olejak. Reyman był jakby łącznikiem między „starymi a nowymi” czasami – wszak debiutował jeszcze przed wojną. Dzisiaj musi imponować bezinteresowne zaangażowanie tych dorosłych już przecież ludzi (nierzadko mężów i ojców) w utrzymaniu przy życiu reaktywowanego klubu. Ta chęć istnienia i przetrwania mimo przeciwności losu zadziwiała już ówczesnych obserwatorów życia sportowego w Polsce. „Garstka ludzi, związana zrazu tylko nazwą, a dopiero z biegiem miesięcy i lat ukochaniem wzrastającej tradycji, garstka bezdomna, garstka wiecznych tułaczy, garstka pogorzelców, garstka – setki razy zdało się – straconych bez ratunku bankrutów – oto Wisła krakowska!” Pisał „Sport” lwowski. „Ledwie wojna przycichła, wyrastają starzy Wiślacy jakby spod ziemi, stają znów do warsztatu pracy i potęga woli, solidarności, potęga miłości idei i ducha tych ludzi, zwycięża.” Mężczyźni, którzy dawno wyrośli z wieku gimnazjalnego, po raz kolejny z pełnym zapałem zaczęli budować Wisłę taką, jaką nosili w swoich sercach przez lata wojny. Pozbawieni początkowo środków materialnych sami za własne pieniądze kupowali niezbędny sprzęt sportowy, za szatnię służył im dom jednego z przyjaciół, a Błonia za miejsce do ćwiczeń. Dopiero później Cracovia użyczyła im swoich obiektów sportowych. Obok piłkarzy skupił się również początkowo mały, a potem coraz szerszy krąg sympatyków „Białej Gwiazdy”. To oni dość szybko zaczęli wyręczać piłkarzy w działalności organizacyjnej i stwarzali początkowo skromne podstawy materialne klubu. [...] Wymagania (...) wobec członków klubu, jeśli chodzi m. in. o morale były bardzo wysokie. Nie należało wcale do rzadkości wyrzucanie z klubu piłkarzy za „niesportowe zachowanie się”, jeśli godziło to w dobre imię TS Wisła.
Organizowano również często przy okazji świąt czy karnawału zabawy dla członków Towarzystwa. Wszystko to sprawiło, że więzi łączące tych ludzi wykraczały daleko poza stosunki sportowe. Wisła była wówczas jedną wielka rodziną. Tak tez traktował ten klub Reyman, który angażował się również w działalność organizacyjną. Brał często udział w posiedzeniach zarządu i stawał na czele różnych komitetów organizowanych czy to z okazji jubileuszu klubu (1921), czy tez po prostu przygotowujących zabawy dla członków Towarzystwa. Życie tej wiślackiej rodziny było dla niego nawet ważniejsze niż domowe, a wcale nie należał w tym względzie do wyjątków.
W rozpoczynający się 1919 r. Wisła wchodziła już z bagażem więcej niż dobrych wyników osiąganych na boiskach piłkarskich w roku ubiegłym, a do tego wzmocniona organizacyjnie po wyborze nowych władz Towarzystwa. Dla Reymana był to kolejny rok, w którym musiał pogodzić obowiązki żołnierskie z grą w piłkę nożną. Powinność obrony Ojczyzny miała oczywiście pierwszeństwo, stąd jego występy na boiskach piłkarskich były sporadyczne, szczególnie w pierwszej połowie roku, kiedy to brał udział w obronie Przemyśla i Lwowa przed atakami wojsk ukraińskich. Zaskakiwała żywotność życia sportowego w Polsce w tym właśnie czasie. Wojna wojną, ale w piłkę starano się grac jak najczęściej. Mimo przetrzebienia składów drużyn klubowych powołaniami do wojska Wisła w 1919 r. rozegrała aż 14 spotkań, rok później jeszcze więcej, bo 19 (tylko na krótko polskie kluby przerwały rywalizację sportową – w okresie lipcowo – sierpniowej inwazji bolszewickiej na Polskę).
Mimo zrozumiałych wahań formy piłkarze Wisły osiągnęli w tym sezonie zaskakująco dobre rezultaty. Wiosenno – letnie potyczki z tymi drużynami pozwalały bezstronnym obserwatorom stwierdzić: „obecnie Wisła po zwycięstwie nad Pogonią w Krakowie, Cracovią i Czarnymi, a po nierozegranym drugim mechu z Pogonią we Lwowie (2:2), wysunęła się na czoło drużyn polskich”. Atak Wisły prowadzony przez Reymana udowadniał, że należy do lepszych w Polsce, a gra Wisły była poza tym efektowna.”*
*P. Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, Kraków 2006, s. 37 - 40.
Redakcja KibiceWisly.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.