Jak oceniasz sens rozgrywania spotkań takich jak te ostatnie z Resovią i Koszarawą?
Trener Maciej Skorża imał się różnych sposobów, by zintegrować drużynę, sprawić, że przynajmniej na boisku będzie stanowić jedność. I tak piłkarze strzelali z łuków, śpiewali karaoke, ścigali się gokartami czy wspinali w parku linowym. Skorża marzył, by kiedyś skopiować pomysły Rafy Beniteza, który ponoć kazał piłkarzom Liverpoolu skakać z wysokiego brzegu do morza. Wszystko na nic. W piątek słowa ambicja, dobro drużyny, wola walki w odniesieniu do wiślaków odbijały się pustym echem, wcale nie dlatego, że mecz przy Suchych Stawach odbył się bez publiczności. "Nikt nie wymaga od Was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od Was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych... podania ręki" - trochę górnolotnie mówił Henryk Reyman. Po meczu z Arką spłonąłby ze wstydu.
A wystarczyłoby, zamiast integracyjnych pomysłów, by trener Skorża choć raz zabrał swoich piłkarzy na mecz koszykarek. W starej, wysłużonej hali przy Reymonta dzieją się niemal cuda. Koszykarki, choć w odróżnieniu od piłkarzy większość z nich to najemniczki (poza wychowanką Eweliną Kobryn), które podpisują kontrakt na rok i nie wiadomo, gdzie kariera rzuci je po sezonie, walczą tak, jak oczekiwał legendarny gracz Wisły (wśród piłkarzy trudno znaleźć wychowanka, ale Arkadiusz Głowacki, Radosław Sobolewski czy bracia Brożkowie to ikony klubu; także Mariusz Pawełek i Patryk Małecki to gracze od lat związani z drużyną). Nie skarżą się, że w ostatniej chwili trafiły na głębszą wodę i grają w prestiżowej Eurolidze zamiast w EuroCup. Fundują kibicom ogromną dawkę pozytywnych emocji - nigdy nie tracą nadziei na korzystny wynik i potrafią odrobić stratę nawet 15 punktów, nie ma dla nich straconych piłek, a rywal z najwyższej półki (jak w środę Frisco Sika Brno) i wysoka stawka nie powodują drżenia nóg, tylko podwójną mobilizację. I właśnie dzięki ogromnej ambicji, wierze we własne umiejętności, zaufaniu do koleżanek i woli walki przeszły do historii klubu - zagrają w Final Four.
Piłkarze zawsze znajdą jakieś wytłumaczenie (- Nie mieliśmy szczęścia - mówili po wyeliminowaniu przez Tottenham) lub usprawiedliwi ich trener (Skorża: - Źle przygotowałem zespół - po klęsce w Tallinie). A w piątek znów mieli pecha: - Gdybyśmy strzelili jako pierwsi... - wzdycha Rafał Boguski.
A koszykarki po prostu biorą piłkę w ręce, odrabiają straty, mają siły, choć grają nawet trzy razy w tygodniu i do kosza trafiają jako ostatnie!!!
Redakcja KibiceWisly.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Can Pack ma trenera, druzyna pilkarska nie ma.
podobno tak hehe :)